sobota, 26 lipca 2025

Ślepa sprawiedliwość

 Zbieżność nazwisk i osób oraz zdarzeń jest przypadkowa oraz całkowita wymyślona fikcja na potrzeby opowiadania 

Akta sprawy nr 6 część 14 

Po chwili Baltazar osunął się na ziemię, a Górska na swej bluzce miała krew. Jawor widząc to można powiedzieć że mocno przestraszył się gdyż wyglądała ona jak ranna po postrzale. Odruchowo podbiegł do niej objął ją, po czym powiedział: 

- Górska nic ci nie jest? Spokojnie oddychaj 

Mówiąc to położył swoją prawą dłoń na miejscu gdzie było dużo krwi czyli jej brzuchu, a dokładniej na tak zwanej ranie postrzałowej. Marek widząc to wezwał pomoc: 

- 06 do 00 ranny funkcjonariusz powtarzam ranny funkcjonariusz 

- 00 do 06 kto jest ranny? Marek co się dzieje? 

- Jacek była strzelanina kryminalna Górska dostała kulkę, wysyłaj tę karetkę na Zapolską stare tereny PGR trzeci budynek 

- Już wysyłam bez odbioru 

W tym momencie do Ewy podeszła Luna z niebieską myszą. Ewa wzięła ją i mocno ją przytuliła następnie objęła Lunę. W tym momencie Górska powiedziała: 

- Jawor ja nie jestem ranna tylko on 

Górska, Jawor i Korwicki spojrzeli na Baltazara który był ranny, można powiedzieć że kula drasneła go w brzuch. Jawor szybko zabrał dłoń z brzucha Górskiej, a Baltazar jęcząc z bólu powiedział: 

- Co się gapisz!? Jestem ranny nie widzisz 

- Widzę 

- No to wezwij pomoc umieram 

Jawor chciał coś jeszcze powiedzieć ale wyprzedził go Korwicki. 

- Po pierwsze pomoc jest już w drodze, a po drugie nie umierasz bo to chyba wygląda na draśnięcie 

- Boli potwornie! 

- Patrzcie taki duży, a taki wrażliwy na ból 

Powiedział Korwicki, a Górska zobaczyła jak Ewa tuli się do Luny po czym zabrała głos: 

- Patrzcie co robi Luna 

Jawor i Korwicki popatrzyli na nią jak tuli się do Ewy, Marek widząc to powiedział: 

- To może jednak zabranie Luny nie było takim złym pomysłem 

Po paru chwilach pojawiło się pogotowie oraz Mróz, Kopczyk i Latoszek. Jawor wziął Ewę na ręce i wyszedł z nią z budynku obok niego, a właściwie razem z nim wyszła Górska, Ewa znając Jawora od dawna zaufała mu i mocno się do niego przytuliła trzymając w swoich maleńkich dłoniach pluszową mysz. Po paru sekundach Ewa zaczęła się rozglądać, Górska widząc to powiedziała: 

- Część jestem ciocia Daga, a ty pewnie jesteś Ewa 

Ewa rozglądać się otarła oczy od łez które płynęły po jej policzkach nic nie mówiąc. Górska tym razem zapytała Tomka: 

- Tomek co się dzieje? 

- Nie wiem? Ewuś czemu się tak rozglądasz, powiesz mi? Przecież mnie znasz często rozmawiałem z tobą, twoją mamą na podwórku 

Ewa popatrzyła na Tomka nic nie mówiąc po czym szybko przeniosła swój smutny wzrok na Korwickiego który właśnie wychodził z budynku, a właściwie na psa który mu towarzyszył. Na jego widok aż uśmiechnęła się, Górska widząc to powiedziała: 

- Jawor widziałeś uśmiechnęła się widząc Lunę, może rzeczywiście coś ona ma w sobie 

- Nie wiem, wątpię 

- Jawor 

- Tak myślisz? 

- Tak. Marek czy możemy cię na chwilę prosić? 

Marek rozmawiając z Natalią, Olą i Krzyśkiem odpowiedział: 

- Mnie? No dobra 

Górska podeszła bliżej Marka ale jako pierwszy zabrał głos Marek. 

- O co chodzi? 

- Chodzi o Ewę ja i Tomek którego zna i nie boi się, próbowaliśmy nawiązać rozmowę ale te próby nic nie dają 

- Pewnie jest w szoku. Ale co ja mam z tym wspólnego dalej nie rozumiem? 

Rozmowie przysłuchiwała się Natalia w tym momencie słysząc to dołączyła się do rozmowy. 

- Przepraszam ale słyszałam co mówisz, może Markowi uda się porozmawiać z małą, ma syna to będzie wiedział jak nawiązać kontakt i pewnie da radę 

- Nie wiem ale z Jaworem zauważyliśmy że Ewa zwróciła uwagę na Lunę 

- Lunę? Psa Julka? A tak na marginesie nie wyszkolonego jako psa policyjnego 

- Zaskoczyłeś mnie bo zachował się jak typowy pies tropiący 

- Sam jestem tym zaskoczony, a właściwie oboje jesteśmy zaskoczeni tym 

- Luna to kochany psiak 

Po tych słowach Natalii, Marek uśmiechnął się do Górskiej, ona odwzajemniła uśmiech mówiąc: 

- Zgadza się miły, a co z moją prośbą? 

- Słucham. A ta jak będę mógł spełnić to czemu nie 

Mówiąc to puścił oczko do Górskiej, która zobaczywszy to ponownie się uśmiechnęła po czym powiedziała: 

- Natalia on zawsze tak podrywa wszystkie dziewczyny? 

- Marek ... Zawsze. Korwicki przypominam tobie że jesteśmy na służbie, a nie na imprezie 

- Wiem przecież. Na żartach się nie znacie. O co dokładniej chodzi? 

Po tych słowach Górska zaczęła wyjaśniać Markowi o co chodzi. Tymczasem całe zdarzenie obserwował Jawor który zobaczywszy jak aspirant sztabowy Marek Korwicki puszcza oko jego partnerce, a ona uśmiecha się poczuł coś w rodzaju zazdrości. Nie dość że jej chłopak gagatek z kręconymi włosami, bałwan Mateusz od pewnego czasu szedł przez życie podwójna ścieżką, to jeszcze dodatkowo jakiś laluś nie zaprzeczył że Marek to przystojny, wysoki brunet zaczął ją podrywać na jego oczach. Zabolało go to chociaż wiedział że nie może na to sobie pozwolić gdyż starsza aspirant Dagmara Górska jest jego partnerką z pracy ma chłopaka, ma ułożone życie prywatne i nie może wchodzić do jej życia prywatnego swoimi " butami ", a przede wszystkim nie może dopuścić aby ta iskierka, myśli czy uczucia które zaczęły się w nim rozwijać się na tyle silnie by nim zawładnęły. Jednak mimo jego dobrych chęci i wysiłku w pokonywaniu tego uczucia siła tych uczuć była coraz większą. Jawor po tym rozmyślaniu szybko otrząsnął się i wrócił do rzeczywistości, zaczął ponownie mówić spokojnym głosem do Ewy wcześniej jednak usiadł na kamieniu, a Ewa również usiadła na jego kolanach nic nie mówiła tylko patrzyła na Lunę. Korwicki po wyjaśnieniach Górskiej bez problemu zgodził się i od razu razem z Luną udał się w stronę małej i Jawora. Po paru krokach był już przy nich, po czym kucnął i zabrał głos: 

- Część jestem Marek, a ty? ... Pewnie mały słodki aniołek o kręconych blond włosach 

Widząc że Ewa popatrzyła na niego nic nie mówiąc, za to głos zabrał Jawor. 

- Nie wiem czy to coś da? 

- Spokojnie Tomek daj mi chwilę 

Po tych słowach Korwicki kontynuował: 

- Wiesz ja też mam syna mniej więcej twojego wzrostu Igor ma na imię, a właściwie powinien mieć na imię cwaniak co on nie wymyśli, a ty pewnie grzeczna jesteś jak aniołek, zresztą jak mówiłem wcześniej wyglądasz na aniołka 

Ewa się uśmiechnęła po czym wyciągnęła rączkę by pogłaskać Lunę, Jawor widząc to nic nie mówił za to Marek mówił dalej. 

- To jest pies mojego kolegi z pracy fajtłapa z niego totalny, ale serce ma dobre 

- Jak ma na imię? 

Zapytała się nieśmiało dziewczynka. Jawor oraz Górska i Mróz które dopiero podeszły bliżej nic nie mówili tylko lekko się wszyscy uśmiechnęli Marek również po czym dalej mówił: 

- Kolega i opiekun psa Juliusz wszyscy mówią do niego Julek, a pies Luna, a ty jak masz na imię? Ja mam Marek 

- Ładne Luna, ja ... Ewa 

Marek chwilę jeszcze rozmawiał z małą do rozmowy powoli dołączyli się kolejno Tomek, Daga i Natalia. ... 

wtorek, 8 lipca 2025

Ślepa sprawiedliwość

 Zbieżność nazwisk osób oraz zdarzeń jest przypadkowa oraz całkowita wymyślona fikcja na potrzeby opowiadania 

Akta sprawy nr 6 część 13 

Luna zatrzymała się przed budynkiem nie wchodząc do niego. Był to duży budynek długi z dwiema wyjściami które znajdowały się z przodu budynku i jego tyłu, który kiedyś mógł służyć jako stodoła do przechowywania siana, słomy. Jawor, Górska i Korwicki zatrzymali się po czym Jawor powiedział: 

- Dlaczego się ona zatrzymała? ... 

Chciał coś jeszcze powiedzieć ale Górska go uciszyła mówiąc: 

- Cicho ... Słyszycie? 

- Co nic nie słyszę? 

- Tomek chyba słyszę cichy płacz dziecka 

- Co? Co słyszysz Górska, ja nic 

- To siedź cicho przez chwilę 

Po tych słowach śledczy nic nie mówili tylko popatrzyli na Lunę która stała niedaleko nich i patrzyła się raz na budynek raz na nich. Po około niecałej minucie może dwóch minutach jako pierwszy zabrał głos Jawor. 

- Rzeczywiście to jest głos Ewy 

- Patrzcie na Lunę dlatego się zatrzymała chciała nam pokazać że ona jest w środku 

Po tych słowach Marek chciał wejść do środka lecz Luna go nie wpuściła, chwytając go za spodnie, Marek widząc to zareagował następująco: 

- Luna co ty? Zwariowałaś? Puść mnie, nie będę się teraz bawił z tobą 

Po tych słowach z budynku dobiegł do kryminalnych męski głos, a właściwie dwa męskie głosy: 

- Genio słyszysz ktoś jest na zewnątrz 

- Nic nie słyszę 

- Genio posłuchaj 

Po tych słowach mężczyźni zamilkli, a Matek niechcący nadepnął na butelkę po napoju, policjant słysząc dźwięk gniecionej butelki momentalnie schował się za drzwi budynku po czym ponownie usłyszeli głos jednego z mężczyzn. 

- Idę sprawdzić czy tam nie ma nikogo bo rzeczywiście słyszałem coś 

Po tych słowach Jawor dał znak Górskiej i Korwickiemu że mają się chować za boczną ścianę budynku. Śledczy szybkim ale i ostrożnym krokiem schowali się za budynek oprócz Luny która widząc mężczyznę zaczęła się bawić pustą butelką. Mężczyzna wyszedł z budynku rozejrzał się w prawo w lewo z lewej strony zobaczył psa po czym następnie wszedł do środka mówiąc: 

- Genio tam jest pies to on narobił takiego hałasu, jakąś butelką się bawi 

- Jaki pies? Jak jest pies to i jego właściciel, na pewno nikogo nie widziałeś? 

- Nie, a pies jak pies pewnie jakiś bezdomny chyba. To co z nią teraz zrobimy? 

- Chce do mamy 

Ewa powiedziała to płaczącym głosem. 

- Zamknij się! Ciągle słyszę chce do mamy, chce do mamy, ani skupić się nie idzie 

- Zabawimy się czy może oddamy ją? 

- Baltazar może upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu. Okup, a dodatkiem będzie zabawa z nią 

- Niezły pomysł masz Genio 

Po tych słowach Górska zapytała szeptem. 

- Co robimy? Czekamy na wsparcie czy czekamy? 

- Działamy, nie czekamy gdyż do momentu aż wsparcie dotrze nie wiadomo co zrobią małej 

- Jawor do tej pory słyszeliśmy dwa głosy ale nie wiadomo ilu ich jest? 

Powiedziała Górska, a Tomek dodał: 

- Korwicki co o tym myślisz? 

- Daga wybacz ale zgadzam się z Tomkiem, działamy niż dotrze do nas pozostali to nie wiadomo ile czasu minie, a nas jest czterech razem z Luną, a ich tylko dwóch 

- Ok jestem za 

- Więc tak Marek z Luną tył, ja i ty przód 

Po tych słowach Jawor i Górska oraz Korwicki przygotowali broń i ruszyli na ustalone miejsca. Jako pierwsi do budynku weszli Górska i Jawor którzy widząc jak jeden z mężczyzn dotknął Ewę za policzek krzyknął mierząc do mężczyzny bronią. 

- Zostaw ją! 

- A kim ty do cholery jesteś!? 

Powiedział Genio, a Baltazar dodał: 

- Jak chcecie to podzielimy się nią z wami? 

- Chyba nie do słyszeliście policja cofnij się od niej! 

Powiedziała Górska. 

- Że co? Psy?! 

Po tych słowach Baltazar cofnął się od dziewczynki i przesunął się w stronę Górskiej, Dagmara widząc to krzyknęła. 

- Ani kroku dalej! Na kolana już!  

Za to Genio korzystając z chwili nie uwagi Tomka szybko wyciągnął nóż po czym przystawił go do policzka dziewczynki mówiąc: 

- Rzuć broń! Inaczej poszerzę jej ładny uśmiech 

Jawor widząc to powiedział: 

- Nie rób głupot i rzuć ten nóż 

- ... Hm ... Nie ... No dalej broń 

Baltazar ani Eugeniusz nie widzieli nic co się z tyłu dzieje tylko Jawor i Górska, widzieli i wiedzieli że od tyłu powoli i bezszelestnie zbliża się Korwicki i Luna. Ponownie zabrał głos Jawor: 

- Posłuchaj, pogadajmy ta dziewczynka nie jest ... 

W tym momencie Genio przystawił mocniej nóż do policzka Ewy w ten sposób że ją to zabolało i krzyknęła przez płacz: 

- Ała ... 

W tym momencie Marek podszedł z tyłu do Genia i przystawił broń do jego głowy mówiąc: 

- Rzuć ten nóż bo inaczej odstrzale ci ten łeb! 

Naciskając broń do jego skroni powiedział ponownie: 

- No na co czekasz 

Genio widząc że nie ma szans rzucił nóż na podłogę, a Jawor powiedział:  

- Ewa chodź do mnie szybko 

Ewa szybko pobiegła do Tomka i przytuliła się mocno do niego, on objął ją i powiedział: 

- Nic ci nie jest? Nic ci nie zrobili? Pokaż twarz 

Gdy Tomek oglądał małą, a Marek zakuwał w kajdanki Genia, Baltazar to wykorzystał i wdał się w przepychankę w Górską. Chcąc jej wyrwać broń, chwycił jej broń mocno, Daga również ją trzymała. Zaczęła się szamotanina. Po chwili padły dwa strzały. Jawor słysząc pierwszy strzał zasłonił sobą Ewę po czym obrócił twarz i w tej sekundzie usłyszał drugi strzał. Marek również usłyszawszy strzały odwrócił się. Jawor widząc Górską i Baltazara w objęciach bez ruchu odruchowo krzyknął: 

- Górska!!!? ...